Stara prawdanegdota mówi, że Niemcy uwielbiają mercedesy dlatego, że to jedyne samochody mające zainstalowany celownik. Niektórym jednak sam celownik nie wystarcza.
Jeśli ktoś nie wie, co to Me109, polecam wikipedię
Stara prawdanegdota mówi, że Niemcy uwielbiają mercedesy dlatego, że to jedyne samochody mające zainstalowany celownik. Niektórym jednak sam celownik nie wystarcza.
Jeśli ktoś nie wie, co to Me109, polecam wikipedię
Irytuje mnie i mierzi bezustannie powtarzana mantra “koniecznie iść głosować”. “Nie jest istotne kogo się popiera”, ważne jest “spełnienie obywatelskiego obowiązku”. W szczególności przed drugą turą wyborów, gdzie kandydatów jest tylko dwóch, jeden lepszy od drugiego, przyjaciel gen. Dukaczewskiego kontra katolewacki populista, nawoływanie do udziału ma tylko jedno czytelne znaczenie: “koniecznie pójdź legitymizować establishment, nieważne jaki” w domyśle “my grupy trzymające media i i tak sobie go ustawimy jak chcemy”.
A ja mam dosyć kolejnego wybierania mniejszego zła i słuchania bajeczek o “przebudzeniu się w innym kraju”. Osobiście uważam, że takie pieprzenie o obywatelskiej powinności dyskryminuje grupę ludzi nie wierzących w demokrację, w jakąś legendarną a faktycznie nieistniejącą zbiorową mądrość. Świadome niewzięcie udziału w tej szopce, względnie oddanie nieważnego głosu też jest wyrażeniem pewnej postawy, w końcu wybory mamy równe i nie tylko skacowani menele nie głosują
Jak informuje IAR, w Arizonie “kłęby czarnego i szarego dymu zasnuły niebo i pokryły drogi zmuszając kierowców do używania świateł w środku słonecznego dnia”
No proszę, to zupełnie jak w Polsce, tyle, że w miejsce pożaru mamy radosne prawodawstwo; zastanawiam się, która plaga gorsza
Media właśnie obiega wiadomość o nowych przepisach na Białorusi, zgodnie z którymi od 1 lipca obowiązkowe będzie legitymowanie chętnych do skorzystania z publicznych punktów dostępu do sieci, w tym hotspotów bezprzewodowych. Dyżurny satrapa zbiera cięgi za swój kolejny niebywały zamach na wolność słowa, a tu tymczasem w swojsko europejskiej słonecznej Italii podobny przepis obowiązuje już od początku 2009 roku. Antyterrorystyczny, ma się rozumieć. Jak to działa w praktyce, miałem okazję przekonać się podczas kilku dni majowego urlopu na Sardynii. Przed sezonem, mało ludzi, było nawet gdzie zaparkować blisko plaży, ale pogoda jeszcze nie całkiem letnia. Trochę słońca, trochę chmur, kilka chwil przelątnych, jak mawia Marzena Słupkowska, opadów. No i woda w morzu zimna. Ale w głębi lądu krajobrazy bardzo malownicze, polecam. Za GPRS w roamingu stawki całkowicie drańskie (2 ełro za megabajt), spróbowałem więc połączenia w płatnym hotelowym hotspocie. Też złodziejskie dwa ełro – ale za pół godziny. Barmanka spytana o wifi zażądała okazania dokumentu tożsamości. Zdziwiony, wręczyłem jej prawko. Babka odeszła do komputera na zapleczu i za kilka chwil wróciła, podając mi wydruk. Na nim, ze śródziemnomorską precyzją, moje drugie imię wpisane w miejscu nazwiska, którego w ogóle brak. Szkoda, że nie zostałem nazwany Prawo Jazdy. Pod spodem login i hasło do lokalnego proxy, ważne pół godziny od pierwszego zalogowania się. Wpisałem w swoim urządzeniu, działa. Jednocześnie tym samym hasłem uwierzytelnia się kolega. U niego też działa. Rozejrzałem się po wnętrzu baru w poszukiwaniu jakiegoś terrorysty, gotowego do zdalnego aktu, ale nikogo nie zauważyłem, wszyscy odstraszeni, że ręce opadają.
POmyślałem, że jak tak dalej pójdzie, to będzie trzeba skanować dowód w automacie telefonicznym przed zadzwonieniem z budki. W Niemczech potrafią to już robić automaty do sprzedaży papierosów, żeby sprawdzić wiek klienta, więc technicznie sprawa jest gotowa. Z niecierpliwością czekam na odpowiedni przepis prawny
Polska reklama radiowa i telewizyjna wydaje mi się ostatnio wzdęta od zapartego drążenia jednego tematu. Tak sobie pomyślałem, że wyścig między sprzedawcami cudownych środków mających przynieść ulgę w niefortunnym przypadku wystąpienia objawów dyskomfortu trawiennego da się wygrać, i to w cuglach. Wystarczy wykreować reklamę, w której po słowach “przynosi ulgę” rozlega się solidne pierdnięcie. Zaraz leci tysiąc skarg do rady KRRcośtam, że nieetyczne, a od następnego dnia wszyscy piszą i gadają o produkcie za darmo. Zresztą, pewnie na jutiubie już coś takiego jest, aż się prosi przecież
Udało mi się namówić do współpracy mój tablet internetowy z fajną mapą prawie całej Polski, czyli UMP-pcPL. Mapa fajnie się nadaje do użytku w turystyce rowerowej lub pieszej, np. okolice mojej działki mają zdumiewająco ładnie opracowaną siatkę leśnych dróg i ścieżek. Wszystko działa jak trzeba, przede wszystkim pozycjonowanie GPS. Jestem bardzo zadowolony, może nawet trochę z siebie dumny, bo nie znalazłem żadnych istniejących wskazówek na ten temat w sieci i musiałem sam wyczaić format, w jakim zapodać dane do programu czytnika mapy. Z drugiej strony nie było to specjalnie trudne, bo UMP-pcPL jest podobne do OSM, które w maemo-mapperze chodzi “fabrycznie”.
Dla zainteresowanych pcPL, maemo-maperowi trzeba zapodać repozytorium
http://tiles.ump.waw.pl/ump_tiles/%0d/%d/%d.png
no i śpiewamy i tańczymy. Testowane z wersją maemo-mapper 2.6.2 i tabletem N800.
Szkoda tylko, że tablety N800/810 to niechciane dzieci Nokii. N800 pojawił się na rynku wiosną, N810 jesienią 2007 roku, a aktualizacje oprogramowania dla tego typoszeregu urządzeń (maemo-OS2008) porzucono już w grudniu 2008, na poziomie, powiedziałbym, zaawansowanej bety. Użytkowników pozostawiono samych sobie z żenującymi błędami we własnościowych częściach oprogramowania (np. module łączności WiFi, wbudowanym programie pocztowym i wbudowanym programie VoIP-owym). Obserwuję trochę system śledzenia błędów w maemo i ze zdumieniem widzę, że sporo z nich przeportowano do nowej wesji platformy na rzekomo super-hiper telefon N900, choć w bugtrackerze siedzą od 2 lat. Korporacyjny model biznesowy tak ma. Chrzanię, nie kupię
To hasło akurat do mnie specjalnie nie pasuje (ale dogłębnie znam kogoś, do kogo i owszem); chciałem wpisać tytuł po łacinie “nie całkiem umarłem”, ale nie potrafiłem odmienić czasownika w celu efekciarskiego przekręcenia znanej i lubianej, Pruskiej niczym dziedzic, sentencji “non omnis …”
Kancelaria Premiera jest na Facebooku
Aaaa, pamiętam, ćwierć wieku temu tak do mnie mówiła technika.
“Blad w Drukarka”, mówiła. Sorry, odpadam
Jak dogrzać mieszkanie?
Zastanawiał się głośno inżynier Wybraniec.
Może nagrzać parę cegieł gdzieś na gazie
I ułożyć je w pokoju równo raz przy razie?
Może garnek gotującej wody
Postawić przy oknie, gdzie największe chłody?
Może w obwód prądu włączyć rezystancję
Żeby fale zimna dostały kuksańcem?
Lub na metę skoczyć po butelkę
Wewnętrznego ciepła prostą sprawicielkę?
Ale widok żony pracującej w pocie czoła
Natchnął inżyniera myślą inna zgoła.
Niechaj w miejsce mięśni – maszyn praca wkroczy,
Bo w maszynach mamy nieuchronne straty mocy,
Których konsekwencją są ciepłoty wzrosty.
Stąd zaś płynie wniosek całkiem prosty:
By skutecznie rozgrzać stare kości
Trzeba więcej maszyn o niskiej sprawności
“Deutsche Bahn nie jest prawnym spadkobiercą działającej w okresie Trzeciej Rzeszy Deutsche Reichsbahn. Niemieckie Koleje są mimo tego świadome historycznej odpowiedzialności i angażują się od chwili powstania na rzecz krytycznego rozliczenia przeszłości kolei w narodowo – socjalistycznych Niemczech“. Angażują się bardzo, niekoniecznie finansowo; np. latem ub.r. w Monachium zorganizowały wystawę “Endstation Vernichtung“. No, ale to było na temat wywózki Żydów, czyli czegoś absolutnie wyjątkowego od zarania dziejów, jak wiadomo m.in. z wyborczej. Tak przy okazji zauważyłem, że publiczność naprawdę zainteresowała się tematem, w szczególności fotografie cieszyły się dużym wzięciem

